Grupa Draghiego bez Polski. Co planuje Grupa Renu? - Hor1zon

Grupa Draghiego bez Polski. Co planuje Grupa Renu? - Hor1zon

Mario Draghi i Patrick Collison zbudowali nowe forum ekspertów, naukowców i ludzi biznesu, które ma pracować nad receptami na słabnącą konkurencyjność Europy. W składzie Grupy Renu jest około 50 osób, a funkcję dyrektora wykonawczego pełni Luis Garicano. Trzon tworzą ekonomiści oraz przedstawiciele nowych technologii i finansów.

Dlaczego to ważne: grupa powstaje w momencie, gdy w UE wraca pytanie o produktywność, skalę inwestycji i zdolność Europy do konkurowania z USA i Chinami. Jej twórcy nie zaczynają jednak od pustej kartki. Punktem odniesienia jest diagnoza Draghiego z 2024 r.: bez szybszego wzrostu wydajności kontynentowi będzie coraz trudniej finansować własny model społeczny i strategiczne ambicje.

Nowy think tank o nazwie Grupa Renu

Szeroki obraz: proponowany kierunek jest wyraźnie integracyjny. Wśród pomysłów przewijają się aktywniejsza polityka przemysłowa, wsparcie innowacji, dalsza transformacja energetyczna, inwestycje w obronność oraz gotowość do wspólnego zadłużania UE na duże projekty. W grupie mocno reprezentowany jest sektor technologiczny, a wśród ekonomistów dominują osoby zajmujące się makroekonomią, wzrostem, innowacjami i finansowaniem nowych przedsięwzięć.

Ale jest haczyk: wiele z tych postulatów krąży po Brukseli od lat. Raporty eksperckie, zamknięte spotkania i próby doprecyzowania reform są stałym elementem unijnej debaty. Jednolity rynek kapitałowy, konsolidacja części sektorów, prostsze regulacje, większe nakłady na badania czy ograniczanie zależności energetycznych nie są nowym katalogiem.

Grupa Renu bez Polski

Największa kontrowersja: geografia. Europa Środkowo-Wschodnia jest w formacie Draghiego niemal nieobecna, a jedynym szerzej rozpoznawalnym reprezentantem regionu jest były prezydent Estonii Toomas Hendrik Ilves. Polski w tym gronie nie ma. Tymczasem to właśnie nasz region należał w ostatnich dekadach do najszybciej rosnących części UE, a więc ma doświadczenie, które mogłoby podważać część zachodnioeuropejskich założeń o źródłach wzrostu gospodarczego.

Reakcja Warszawy: wiceminister Jan Szyszko wysłał do założycieli formalne pytania o cele, mandat i sposób doboru składu. Jego argument jest prosty: rozmowa o konkurencyjności całej Unii traci na jakości, jeśli pomija doświadczenia dużej części państw członkowskich, w tym Polski. Minister finansów i gospodarki Andrzej Domański tonuje spór, przypominając, że nie jest to ciało powołane przez Komisję Europejską, lecz inicjatywa prywatna, której nie można narzucić składu.

Między wierszami: znaczenie grupy nie będzie zależało od liczby znanych nazwisk, lecz od tego, czy stanie się filtrem między środowiskiem eksperckim a realną polityką. Jeśli pozostanie forum ludzi o podobnych poglądach, może jedynie wzmocnić już dominujący nurt debaty. Jeśli poszerzy skład i zbuduje zaplecze dla konkretnych decyzji, może stać się jednym z ważnych kanałów nacisku na kierunek reform UE.

Co dalej: warto obserwować dwie rzeczy: czy grupa faktycznie otworzy się na Europę Środkowo-Wschodnią oraz czy z zamkniętych dyskusji wyjdą propozycje, które różnią się od dotychczasowego zestawu reform nie nazwą, lecz polityczną wykonalnością.