Zakaz handlu w niedziele: Kto handluje w weekend? - Hor1zon

Zakaz handlu w niedziele wprowadzano pod konkretnymi hasłami: ochrona pracowników, prawo do odpoczynku i życia rodzinnego, wzmocnienie mniejszych sklepów. Przepisy trzeba było kilkakrotnie łatać, a i tak wolne w niedziele nie są dla wszystkich. Choć Polacy przywykli do zmian, opinie na temat liberalizacji zakazu wciąż rozkładają się niemal po równo.
Najbliższa niedziela inaugurująca wakacje szkolne to jedna z ośmiu handlowych w tym roku. Swobodne zakupy każdego dnia brzmią dziś jak historia, bo pierwsze ograniczenia wprowadzono osiem lat temu. Pytanie o jego skutki wciąż wraca przy każdej próbie zmiany przepisów.
Pierwsze ograniczenia weszły w życie w 2018 roku, a ich źródłem był obywatelski projekt przygotowany przez NSZZ „Solidarność”, pod którym zebrano kilkaset tysięcy podpisów. Wg CBOS-u w 2017 roku zakaz niedzielnego handlu popierało 58% proc. badanych, 37% było przeciwnych. Za zakazem stała przede wszystkim logika społeczna - wolna niedziela dla pracowników handlu i czas dla rodzin - wsparta argumentem o ograniczeniu przewagi dużych sieci. Już na starcie było jednak jasne, że regulacja będzie miała także wymiar gospodarczy: dotknie sprzedaży, organizacji pracy, małych sklepów i zwyczajów zakupowych klientów. Polska Organizacja Handlu i Dystrybucji ostrzegała, że wpływy do budżetu państwa spadną nawet o 1,8 mld zł, prognozowano również utratę 36–36,4 tys. miejsc pracy w handlu.
Handel zauważał, że zamknięte drzwi innych sklepów to szansa na ponadnormatywny zarobek, dlatego zakaz do dziś jest obchodzony. W przeszłości głośną metodą była „na placówkę pocztową”. Później pojawiały się bardziej egzotyczne pomysły: sklepy jako czytelnie, wypożyczalnie sprzętu sportowego czy punkty korzystające z wyjątków dla działalności kulturalnej. Dziś wiele sklepów franczyzowych działa normalnie w niedzielę, powołując się na wyjątek pozwalający prowadzić sprzedaż przedsiębiorcy osobiście lub przy pomocy najbliższej rodziny. Na stacjach paliw pojawiło się pieczywo, wędliny i inne produkty dotąd dostępne w sklepach spożywczych.
Po ośmiu latach obowiązywania ustawy najłatwiej potwierdzić realizację jej formalnego celu: zakupów w większości placówek nie zrobimy, a część pracowników sklepów rzeczywiście ma wolną niedzielę. Nie ma jednak żadnych danych, które jasno pokazywałyby, że ograniczenie trwale wzmocniło małe sklepy względem dużych sieci. Nie da się też wyliczyć realnych strat dla budżetu państwa z tytułu utraconych wpływów z podatków akurat w niedziele. Zmieniło się za to podejście konsumentów – z badań opinii publicznej wynika, że w ciągu ośmiu lat poparcie dla zakazu stopniało z 58 do 49 proc. (Opinia24), jednak wciąż przekracza ono odsetek osób postulujących przywrócenie handlu w niedzielę.
Głosy zwolenników liberalizacji, a z drugiej strony zaostrzenia zakazu na razie ucichły – nikt nie ma dziś dość zaangażowania, by wyraźnie przeciągnąć linę w swoją stronę. W sejmowej zamrażarce leży poselski projekt nieistniejącej już Trzeciej Drogi z 2024 r., który doczekał się ledwie pierwszego czytania. Zakłada on dopuszczenie handlu w pierwszą i trzecią niedzielę każdego miesiąca, a jednocześnie wpisanie do Kodeksu pracy dodatkowych gwarancji dla zatrudnionych: 200 proc. wynagrodzenia za pracę w niedzielę, innego dnia wolnego oraz co najmniej dwóch wolnych niedziel w miesiącu. Później, bo na początku tego roku, do sejmu wpłynęła obywatelska petycja z postulatami obcięcia o połowę liczby handlowych niedziel oraz skrócenia pracy sklepów do godz. 21 w sobotę. Sejmowa komisja ds. petycji odrzuciła je w połowie czerwca.