Taksówki z aplikacji: Rząd szykuje nowe przepisy - Hor1zon

Taksówki z aplikacji: Rząd szykuje nowe przepisy - Hor1zon

Jeszcze kilka lat temu przewóz osób działał według znacznie prostszych schematów. Dziś za jednym kliknięciem w aplikacji stoi skomplikowany ekosystem platform, partnerów flotowych i kierowców, który nie zawsze sprawdza się w sytuacjach kryzysowych. Czy państwo zdoła ucywilizować ten rynek?

Rewolucja nie polegała na tym, że klient zaczął zamawiać taksówkę przez aplikację. Zmienił się sposób organizacji usługi. Łańcuch między pasażerem a oferowaną usługą stał się dłuższy i mniej przejrzysty. Platforma pośredniczy w zamówieniu przejazdu, ale jego realizacja jest rozproszona między partnerów flotowych, przewoźników i kierowców prowadzących własną działalność. To właśnie ta zmiana sprawiła, że rynek przewozów nie daje się już zamknąć w dotychczasowych ramach.

Warszawa papierkiem lakmusowym

Stolica stworzyła idealne warunki do jego rozwoju: duży popyt, gotowość do dopłaty za szybką usługę i wysoka świadomość cyfrowa konsumentów. Przyciągnęło to kolejne platformy, pozwoliło rozbudować system flot partnerskich i dało możliwość zarobku tysiącom kierowców, szczególnie osobom przyjeżdżającym do Polski z zagranicy.

Wraz ze skalą pojawiły się jednak problemy z odpowiedzialnością za uchybienia, incydenty i sytuacje, w których zawiódł system sprawdzania kierowców. Tegoroczne kontrole pokazały, że nie są to wyłącznie przypadki jednostkowe.

Kilka dni temu warszawskie służby upubliczniły statystyki z kontroli przewozu osób w pierwszej połowie 2026 roku. Sprawdzono 1928 pojazdów, a w 434 przypadkach wykryto nieprawidłowości. Wśród ujawnionych naruszeń znalazły się m.in.:

Nie oznacza to, że co piąty przejazd był niebezpieczny. Pokazuje jednak, że istniejące mechanizmy weryfikacji można obchodzić, a nieprawidłowości często wychodzą na jaw dopiero podczas kontroli drogowej lub – co gorsza – w zgłoszeniach pasażerów.

Przepisy o krok za rozwojem rynku

Pierwszą odpowiedzią na cyfryzację usług przewozowych była tzw. ustawa Lex Uber. Platformy pośredniczące zostały objęte obowiązkiem posiadania licencji i weryfikowania, czy współpracujący z nimi kierowcy oraz przewoźnicy mają wymagane dokumenty. Przestały być więc traktowane wyłącznie jako dostawcy technologii, a zaczęły ponosić część odpowiedzialności właściwej dla pośrednika w przewozach.

Kolejne zmiany dotyczyły samych kierujących. Od czerwca 2024 roku osoba wykonująca przewóz taksówką musi mieć polskie prawo jazdy. Rozwiązanie miało ułatwić sprawdzanie dokumentów i ograniczyć posługiwanie się zagranicznymi uprawnieniami, których autentyczność była trudna do potwierdzenia.

Reformy te zbliżyły wprawdzie nowy model rynku do tradycyjnej branży taksówkowej, ale nie poradziły sobie z podstawowym problemem. W łańcuchu między pasażerem a platformą nadal funkcjonują partnerzy flotowi, podwykonawcy oraz kierowcy korzystający wymiennie z kont i samochodów. Odpowiedzialność za konkretny kurs wciąż się rozmywa - dane zapisane w aplikacji mogą wskazywać właściciela konta, ale nie zawsze pozwalają ustalić, kto faktycznie siedzi za kierownicą. Ta luka umożliwia wykonywanie kursów osobom bez wymaganych uprawnień, ważnych dokumentów albo prawa do legalnej pracy.

Nowe zmiany mają zdusić problem w zarodku

Rząd przygotowuje kolejny pakiet zmian, który ma przenieść większą część kontroli na etap dopuszczania kierowcy i samochodu do pracy. Chodzi o to, by nieprawidłowości były wykrywane przed rozpoczęciem świadczenia usług, a nie dopiero podczas kontroli na ulicy.

Platformy miałyby dokładniej sprawdzać nie tylko tożsamość kierującego, lecz także jego niekaralność za granicą, ważność badań technicznych auta i polisę obejmującą przewóz osób. Każdy kierowca miałby również otrzymywać jeden identyfikator obowiązujący w całym kraju. Ułatwiłoby to powiązanie konkretnej osoby z wykonywanymi kursami i ograniczyło możliwość działania pod cudzym kontem lub za pośrednictwem kolejnych podmiotów.

Reforma ma porządkować nie tylko zasady dopuszczania do pracy, ale także relację z pasażerem. Samorządy zyskałyby wyraźną podstawę do stosowania maksymalnych stawek również wobec cen wyliczanych przez aplikacje. W części przewozów pasażer musiałby natomiast poznać i zaakceptować cenę przed rozpoczęciem kursu.

Pytanie, czy tym razem regulacje zdołają nadążyć za tempem zmian na rynku, czy znów szybko okażą się niewystarczające.