Trump forsuje NATO 3.0. Co oznacza to dla Polski? - Hor1zon

W Ankarze rozpoczyna się właśnie kluczowy szczyt Sojuszu Północnoatlantyckiego. Choć oficjalna agenda skupia się na wydatkach obronnych oraz wsparciu Ukrainy, nadrzędnym tematem będzie głęboka reforma struktur bezpieczeństwa forsowana przez Biały Dom. Chodzi o koncepcję tzw. „NATO 3.0”.
Ankara w cieniu ultimatum
Donald Trump potwierdził swój udział w szczycie w ostatniej chwili, motywując to głównie szacunkiem do gospodarza spotkania, Recepa Erdogana. Wcześniej amerykański przywódca wprost groził opuszczeniem struktur Sojuszu, zarzucając europejskim partnerom brak lojalności podczas kryzysu militarnego w Iranie. Medialne pogłoski sugerują również, że Waszyngton może odblokować sprzedaż samolotów F-35 do Turcji.
Sekretarz generalny NATO, Mark Rutte, podjął próbę załagodzenia napięć, chwaląc Trumpa w Białym Domu za skuteczne zmuszenie Europy do zwiększenia nakładów na zbrojenia.
Koncepcja
Nowa doktryna, wyłożona przez amerykańskiego szefa departamentu obrony Pete'a Hegsetha, zakłada radykalny podział obowiązków wewnątrz paktu. Europa ma przejąć pełną odpowiedzialność za obronę konwencjonalną kontynentu, podczas gdy USA ograniczą swój wkład niemal wyłącznie do parasola nuklearnego.
Dlaczego to ważne: Zmiana ta wynika z konieczności przygotowania się Waszyngtonu na potencjalny konflikt w rejonie Indo-Pacyfiku. W natowskim planowaniu operacyjnym powstaje potężna wyrwa, którą Europejczycy muszą pilnie załatać własnym przemysłem zbrojeniowym i zacieśnieniem współpracy.
Wdrożenie założeń "NATO 3.0" oznacza głębokie i bolesne cięcia w obecności wojskowej USA na Starym Kontynencie. Choć sekretarz stanu Marco Rubio zablokował w ostatniej chwili jeszcze radykalniejsze redukcje, Pentagon w ciągu pół roku przedstawi szczegółowy plan wycofywania sił.
USA wyjmują ze wspólnych planów obronnych siły drugiego rzutu oraz wsparcie strategiczne, w tym lotnictwo transportowe, tankowce powietrzne oraz systemy rozpoznania i wywiadu. W razie wojny zasoby te nie będą z automatu dostępne dla Europy.
Liczby
W Europie stacjonuje obecnie już tylko ok. 75 tys. żołnierzy USA, na co składa się 63 tys. personelu stałego (głównie w RFN i Wielkiej Brytanii) oraz 12 tys. sił rotacyjnych. Z kontynentu wycofano już dwie brygady – pancerną z Polski oraz piechoty z Rumunii.
Sytuacja wymusi wzrost znaczenia Niemiec jako lidera militarnego, ponieważ zadłużone Francja i Wielka Brytania nie podniosą wydatków. Budzi to jednak niepokój sąsiadów w kontekście rosnących wpływów AfD.
Polski kontekst
Mimo globalnego odpływu sił USA z Europy Warszawa może paradoksalnie zyskać na wewnętrznych relokacjach oddziałów stacjonujących w Europie Zachodniej.
Krajowe podwórko
Zbliżający się przełom w relacjach obronnych z USA wywoła jednak ostry spór polityczny w Warszawie. Ponieważ rozmowy z Amerykanami prowadzone są dwutorowo – przez otoczenie Prezydenta RP oraz kierownictwo MON – nadchodzi walka o to, kto przypisze sobie ten sukces.
Minister obrony Władysław Kosiniak-Kamysz ogłosił już przychylność Pentagonu, dodając, że realizacja bazy wymaga wieloletnich inwestycji i negocjacji. Wywołało to natychmiastową reakcję Pałacu Prezydenckiego i BBN, które podkreślają swoje bezpośrednie, osobiste przełożenie na kluczowych strategów nowej administracji USA. Rywalizacja o to, czyj podpis pod umową z Waszyngtonem był ważniejszy, zdominuje polską scenę polityczną w nadchodzących miesiącach.