Informacja czy plagiat? TSUE wyznacza granice AI - Hor1zon

Informacja czy plagiat? TSUE wyznacza granice AI - Hor1zon

Chatbot może w kilka sekund znaleźć artykuł, podać jego najważniejsze ustalenia i sprawić, że użytkownik nigdy nie odwiedzi strony wydawcy. TSUE ma określić, kiedy taka odpowiedź staje się bezprawnym przejęciem cudzej pracy. Wyrok może zmienić działanie Gemini, ChatGPT-a i Copilota, przesądzając o wpływach z reklam, licencji i subskrypcji dla europejskich mediów.

Po raz pierwszy unijny Trybunał zajmuje się sporem o to, czy AI może budować własne odpowiedzi z pracy wykonanej przez redakcję, nie pytając jej o zgodę ani nie płacąc za wykorzystanie publikacji.

Węgrzy kontra Google

Stan gry: Spór rozpoczął węgierski wydawca Like Company. Zarzucił Google’owi, że Gemini wykorzystywał jego publikacje do szkolenia modeli, a później odtwarzał je w odpowiedziach (dzięki mechanizmowi RAG chatbot może znaleźć świeży artykuł i niemal natychmiast podać jego streszczenie).

W tym tygodniu propozycję rozstrzygnięcia w tej sprawie przedstawił rzecznik generalny TSUE Maciej Szpunar, oddzielając samą wiadomość od gotowego artykułu. W swojej opinii napisał, że AI wprawdzie może poinformować, że doszło do określonego wydarzenia, ale nie powinna bez zgody przejmować opisu, konstrukcji i najważniejszych ustaleń tekstu w sposób, który czyni czytanie oryginału zbędnym. Właściciel chatbota może więc odpowiadać za naruszenie, jeśli nie zabezpieczy systemu przed przejmowaniem cudzych treści.

Ważne: Stanowisko rzecznika TSUE to jeszcze nie wyrok, ale wyznacza ramy dalszego postępowania. Późniejsza wykładnia TSUE będzie wiążąca dla sądu węgierskiego i innych sądów rozpoznających podobne sprawy w UE.

Walka Dawida z Goliatem

Postępowanie obserwują wydawcy z całej Europy. Według danych Chartbeat przywołanych przez Reuters Institute między lipcem 2025 roku a lipcem 2026 roku ruch z Google’a do stron wydawców spadł o 40%. Dla złapania skali: chatboty odpowiadają za mniej niż jeden procent odesłań do oryginału.

Polskie tło: W lipcu 2024 r. ponad 350 polskich gazet, portali i mediów lokalnych uczestniczyło w proteście „Politycy! Nie zabijajcie polskich mediów!”. Obawiały się, że wdrożenie dyrektywy DSM dostosowującej prawo autorskie do najnowszych realiów pozostawi je bez wsparcia w negocjacjach z Google’em i Metą.

Po proteście przepisy wzmocniono. Wydawcy otrzymali prawo do wynagrodzenia za wykorzystywanie ich publikacji oraz dostęp do danych potrzebnych do ustalenia jego wysokości. Jeżeli wydawca i platforma nie uzgodnią warunków w ciągu trzech miesięcy od złożenia oferty, każda ze stron może wystąpić do prezesa UKE o mediację.

W praktyce: Mechanizm został już uruchomiony, ale dotąd nie doprowadził do porozumienia ani wypłaty wynagrodzeń. Repropol i Związek Pracodawców Wydawców Cyfrowych, reprezentujące łącznie ponad 90 proc. chronionego rynku wydawniczego, niezależnie rozpoczęły mediacje z Google’em przed UKE. Oba postępowania zakończyły się bez porozumienia. Repropol wystąpił do prezesa UKE o urzędowe ustalenie wysokości wynagrodzenia. Decyzja ma zapaść do 26 grudnia 2026 r. Niezależnie UOKiK postawił Google’owi zarzuty dotyczące sposobu prowadzenia negocjacji z wydawcami, ale sprawa wciąż jest w toku.

Mniejsze media na przegranej pozycji

Z innej strony: Wyrok TSUE może być przełomowy, jednak mająca na niego wpływ opinia Szpunara nie wspiera wszystkich zarzutów skarżącego wydawnictwa. Like Company chciało, aby samo wykorzystywanie artykułów do uczenia Gemini wymagało zgody i zapłaty. Rzecznik wskazał jednak, że nie udowodniono obecności należących do wydawcy tekstów w danych szkoleniowych chatbota, a unijne prawo zasadniczo pozwala maszynom analizować legalnie dostępne treści w celu trenowania modeli. Zgodnie z tym punktem widzenia wydawcy mogliby zatem żądać zapłaty za odpowiedzi zastępujące artykuł, ale za samo wykorzystanie tekstu do nauki AI już nie.

Co dalej: Wyrok zgodny z opinią rzecznika TSUE może wymusić respektowanie paywalli, filtrowanie zbyt podobnych odpowiedzi i zawieranie umów licencyjnych. Wpłynie zatem również na podejście mediów, uzależniając ewentualne wpływy od inwestycji w licencje czy systemy kontroli. Wzmocni pozycję dużych koncernów względem mniejszych, często niezależnych wydawnictw.