Wojna o zboże uderza w Polskę. Wraca spór o tranzyt - Hor1zon

Rosja i Ukraina uderzają wzajemnie w infrastrukturę, od której zależy sprzedaż tegorocznych zbiorów. W środku żniw porty, terminale i statki stały się elementem wojny gospodarczej. Efekt może być podwójny: mniej rosyjskiego i ukraińskiego ziarna na rynku światowym oraz ponowna presja na lądowe korytarze przez państwa Europy Środkowej. To natomiast jeden z najbardziej palących politycznych sporów w Polsce.
Wojna o zboże - Rosja i Ukraina wymieniają ciosy
Co się dzieje: Rosyjskie ataki ograniczyły ruch przez Odessę i inne ukraińskie porty Morza Czarnego. Ukraina odpowiedziała uderzeniami w rosyjską logistykę: po blokowaniu transportu na Morzu Azowskim zaatakowała terminale zbożowe w Noworosyjsku, wyłączając trzy kluczowe obiekty.
Zbiory w cieniu konfliktu: eskalacja następuje właśnie wtedy, gdy w obu krajach trwa zbiór pszenicy, a sierpień rozpoczyna szczyt eksportu nowych plonów. Ukraińskie wysyłki zbóż w tym miesiącu spadły o około 75 proc. rok do roku. Prywatna firma konsultingowa SovEcon prognozuje z kolei, że Rosja wyeksportuje około 2,2 mln ton wobec 4,6 mln ton rok wcześniej.
Skala problemu: Rosja i Ukraina dostarczają razem około 30 proc. pszenicy obecnej w światowym handlu. Oxford Economics ocenia, że zakłócenia w portach Morza Czarnego i Azowskiego mogą dotknąć nawet 86 mln ton zbóż, odpowiadających około 17 proc. globalnego eksportu zbóż. Alternatywne trasy ukraińskie – liniami kolejowymi i żeglugą przez Dunaj – mogłyby przejąć tylko około 17 mln ton.
Wojna o zboże - Ukraina potrzebuje Polski i Rumunii
Problem przenosi się na ląd: Ukraina potrzebuje teraz Polski, Rumunii, Mołdawii i innych sąsiadów bardziej niż wcześniej. Tyle że ich możliwości nie są nieograniczone. Rumunia nie przyznała ukraińskiemu ziarnu pierwszeństwa w drodze do Konstancy. Brakuje wagonów, terminale są przeciążone, a pociągi potrafią czekać na rozładunek nawet tydzień. W Mołdawii rolnicy domagają się z kolei preferencji dla własnych ładunków i kwestionują ulgi dla ukraińskiego tranzytu.
Polska znów w grze: Kijów ponownie zwrócił się m.in. do Polski w sprawie tranzytu. Z perspektywy politycznej to bardzo trudna do spełnienia prośba. W latach 2022–2023 znaczna część zboża deklarowanego jako tranzytowe została na polskim rynku, zwiększając podaż i wywołując protesty rolników. Dziś Komisja Europejska przekonuje, że import jest ograniczony kontyngentami i zabezpieczeniami, ale jednocześnie przyznaje, że trudniejszy eksport morski może skierować większe ilości ukraińskiego ziarna na szlaki lądowe, także przez Polskę. Bruksela nadal oczekuje przy tym zniesienia polskiego embarga, ale nastroje polityczne w naszym kraju są coraz bardziej niekorzystne dla Ukraińców (m.in. ze względu na kwestie historyczne i honorowanie UPA przez administrację Wołodymyra Zełenskiego).
Wojna o zboże - żywność będzie drożeć
Paradoks: Polska może próbować chronić własny rynek przed nadmiernym napływem ukraińskiego zboża, ale nie odizoluje się od skutków jego niedoboru na świecie. Na jednolitym rynku europejskim ceny pszenicy silnie reagują na notowania międzynarodowe. Jeśli globalna podaż maleje, presja cenowa przenosi się również do krajów, które bezpośrednio nie zwiększają importu.
Co to oznacza dla żywności: rynek już reaguje. Światowy indeks cen żywności FAO osiągnął w lipcu 131,1 pkt, najwyżej od ponad trzech lat. W ciągu miesiąca indeks zbóż wzrósł o 3,4 proc., a pszenica podrożała o niemal 6 proc. FAO wskazuje, że zmiana ceny surowców może przechodzić na ceny detaliczne przez trzy–sześć miesięcy.
Co dalej: jeśli wzajemne ataki będą nadal wyłączać porty, konflikt o zboże zacznie rozgrywać się jednocześnie na trzech poziomach: militarnym na Morzu Czarnym, politycznym na granicach UE i ekonomicznym na sklepowych półkach. Oxford Economics prognozuje wzrost światowych cen żywności o 11,8 proc. w tym roku i o kolejne 4,8 proc. w 2027 r. Wojna o możliwość wywiezienia plonów może więc szybko przestać być problemem producentów z Rosji i Ukrainy, a stać się kolejnym źródłem globalnej inflacji żywności.