Tajwańskie inwestycje i Dolina Miedziowa w Polsce - Hor1zon

Rozmowy z politykami nigdy nie są łatwe. Dobra rozmowa wymaga czasu i bezpośredniego kontaktu. A w tej profesji o to trudno. Jeszcze gorzej jest z ministrami. Mimo to podejmujemy wyzwanie.
„Kraje azjatyckie już wcześniej inwestowały w Polsce – najpierw Japonia, a następnie bardzo mocno Korea Południowa. Teraz przyszedł czas na Tajwan, który dysponuje unikalnymi, suwerennymi technologiami, jest liderem w produkcji półprzewodników, a przede wszystkim posiada ogromny kapitał na inwestycje” – słyszymy w słuchawce wyraźny i spokojny głos wiceministra rozwoju, Michała Jarosa.
Dopytujemy więc, dlaczego nadszedł czas Tajwanu. Czujemy, że kryje się za tym ciekawa historia.
„Najbardziej zaawansowane półprzewodniki na świecie produkują właśnie przedsiębiorstwa tajwańskie – odpowiadają one globalnie za 60% produkcji. Gdy szukano zastępstwa dla Intela, naturalnym krokiem było zwrócenie się do podmiotu, który realnie dominuje w tym sektorze. Istotny jest też charakter relacyjny. Od lat jestem związany z Tajwanem poprzez uczestnictwo w parlamentarnej grupie przyjaźni. Wiedziałem, że dotychczas Tajwan nie traktował Polski w pełni poważnie jako strategicznego miejsca na mapie inwestycyjnej – zwłaszcza jako miejsca transferu technologii i know-how, a nie wyłącznie lokowania kapitału. Moim celem było to zmienić, ponieważ technologia jest tu kluczowa” – czuć w tej wypowiedzi autentyczność. Minister Jaros również w rozmowach kuluarowych często podkreśla swoją sympatię do Tajwanu.
Postanawiamy podnieść temperaturę rozmowy, oczywiście o ile to możliwe przez telefon, i pytamy, jak inwestycje tajwańskie mogą wpłynąć na relacje z Chińską Republiką Ludową, która uważa wyspę za swoją zbuntowaną prowincję. Nie słychać ciszy – Jaros odpowiada bez zawahania.
„Patrzę na Tajwan wyłącznie z perspektywy współpracy gospodarczej. Jesteśmy otwarci na partnerstwo z każdym, kto chce inwestować w naszym kraju. Jeśli Chińczycy chcą u nas inwestować, zapraszamy, ale na razie to Tajwan wykonuje realne ruchy” – odpowiada nam spokojnym głosem.
Michał Jaros jest kojarzony nie tylko z Tajwanem, ale również z ideą „Doliny Miedziowej”, którą aktywnie promuje. Prosimy go, żeby rozwinął ten wątek.
„Miedź to metal przyszłości i niezbędny element nowoczesnego rozwoju. Nie mówimy już tylko o tradycyjnej budowlance czy energetyce. Miedź jest kluczowa w nowych technologiach: w urządzeniach komunikacyjnych, bateriach do samochodów elektrycznych, płytkach PCB, a nawet w produkcji półprzewodników. W najbliższych latach globalny popyt na ten surowiec będzie rósł, podczas gdy podaż może nie nadążyć” – zaczyna snuć swoją opowieść. Ludzie podobno dzielą się na artystów i rzemieślników. Nie mamy wątpliwości z kim mamy do czynienia.
„Każdy kraj chce mieć swoją Dolinę Krzemową, ale jej nie da się po prostu skopiować. My możemy mieć Dolinę Miedziową – czyli zbudować wysoką wartość dodaną wokół surowca, który sami wydobywamy. Moje podejście jest następujące: obecnie miedź wydobywamy, przetapiamy i w dużej mierze sprzedajemy jako surowiec. A przecież moglibyśmy przetwarzać ją na gotowe produkty w Polsce. Chcemy przyciągnąć i wesprzeć firmy, które zajmą się zaawansowaną produkcją przemysłową w oparciu o miedź. W ten obszar należy skierować strumień publicznych środków i grantów. Polska ma szansę stać się produkcyjnym sercem Europy dla urządzeń wykorzystujących miedź. Ten projekt to także ogromna szansa na pchnięcie do przodu naszej transformacji energetycznej. Zautomatyzowany przemysł oraz powstające centra danych będą potrzebowały gigantycznych ilości energii” – mówi nasz rozmówca.
Zwracamy uwagę ministrowi, że na Giełdzie Papierów Wartościowych debiutowała właśnie kanadyjska spółka Lumina Metals, a w otwarciu notowań brał udział premier. Pytamy, czy takie podmioty będą mogły liczyć na wsparcie państwa w ramach Doliny Miedziowej?
„Tutaj musimy precyzyjnie rozróżnić role. Firmy tego typu realizują działalność równoległą do KGHM i mogą być dla niego partnerem w obszarze wydobycia lub produkcji samej miedzi. Jednak istotą Doliny Miedziowej nie jest samo zwiększanie wolumenu wydobycia. Kluczem jest przetwórstwo. Zależy nam na tym, aby miedź i srebro nie opuszczały Polski jako półprodukty. Chcemy wspierać firmy produkujące zaawansowany sprzęt, np. wspomniane płytki PCB czy komponenty do baterii EV. Idea ta nie polega na obudowaniu KGHM-u kilkoma mniejszymi podmiotami, lecz na zaangażowaniu przemysłu w całej Polsce” – konkluduje Jaros. Mówi bez zająknięcia – widać, że żyje tym projektem.
Patrzę na Tajwan wyłącznie z perspektywy współpracy gospodarczej. Jesteśmy otwarci na partnerstwo z każdym, kto chce inwestować w naszym kraju. Jeśli Chińczycy chcą u nas inwestować, zapraszamy, ale na razie to Tajwan wykonuje realne ruchy.
Jesteśmy ciekawi tej wizji, dopytujemy więc o to, czy w najbliższych latach możemy spodziewać się kolejnych inwestycji z Tajwanu.
„Zdecydowanie tak. Najlepszym przykładem są działania giganta technologicznego Foxconn oraz organizacji TEEMA (Taiwan Electrical and Electronic Manufacturers' Association), zrzeszającej ponad 3000 firm. Prezes Foxconnu, Young Liu, potwierdził plany budowy parku naukowo-przemysłowego w Polsce. Jesteśmy jedynym krajem w Europie wybranym przez TEEMA – wygraliśmy tę rywalizację z Czechami, Francją i Niemcami. Park ten będzie skupiony wokół szeroko pojętej produkcji przemysłowej i elektromobilności. Aby polska strona była gotowa na te i kolejne inwestycje, rząd wdraża konkretne instrumenty wsparcia – nowy system grantowy oraz rozwiązania oparte na mechanizmach CISAF (następcy instrumentu TCTF). Uproszczenie procedur związanych z pozwoleniami na pracę dla kluczowych partnerów geopolitycznych (w tym grupy 10 państw, m.in. Korei, Japonii, USA, Australii, Izraela i właśnie Tajwanu)” – wylicza minister.
My również sporo wiemy o Tajwanie. I postanawiamy swoją wiedzę wykorzystać. Pytamy więc o nadchodzące Taiwan Expo w Warszawie, w którym weźmie udział ponad 100 tajwańskich firm szukających partnerów w Polsce.
„Zależy im na bezpośrednim kontakcie ze spółkami Skarbu Państwa (takimi jak PGE, Tauron czy KGHM), aby eliminować pośredników handlowych w dostawach surowców do takich podmiotów jak TCI (to producent płytek PCB). Zaproszenie kierujemy także do silnych polskich firm prywatnych z tradycjami, m.in. z sektora dronowego czy automatyki przemysłowej. Już podczas wcześniejszych rozmów z TEEMA było jasne, że Tajwańczycy szukają w Polsce partnerów zdolnych do budowania długofalowych relacji przemysłowych i technologicznych” – mówi nasz rozmówca.
Jak podkreśla Jaros, Tajwańczycy wprost wskazali swój model: „My produkujemy hardware, wy macie świetnych inżynierów. Gdzie jest wasze 50 tysięcy programistów?”. Stąd narodziła się idea budowy zintegrowanego ekosystemu: Trójkąta Półprzewodnikowego: Wrocław – Drezno – Praga i Trójkąta ICT: Wrocław – Katowice – Łódź.
Zależy nam na tym, aby miedź i srebro nie opuszczały Polski jako półprodukty. Chcemy wspierać firmy produkujące zaawansowany sprzęt, np. wspomniane płytki PCB czy komponenty do baterii EV. Idea ta nie polega na obudowaniu KGHM-u kilkoma mniejszymi podmiotami, lecz na zaangażowaniu przemysłu w całej Polsce.
„Połączenie tajwańskiego hardware’u z polskim software’em może stać się jedną z największych przewag konkurencyjnych Polski w Europie. Taki model wymusi otwarcie lub wzmocnienie odpowiednich kierunków studiów wyższych oraz budowę silnego zaplecza badawczo-rozwojowego. Nie chcemy budować przewagi Polski na taniej pracy. Chcemy budować ją na technologii, przemyśle i wysokiej wartości dodanej. To właśnie stawka tego projektu” – podkreśla minister Jaros, a my dochodzimy do przekonania, że to dobry moment, by postawić „kropkę nad i”. W istocie podzielamy tę wizję. O takiej Polsce dyskutujemy przecież na co dzień w Hor1zon.