Winnicki: 51 proc. na kontynuację rządów Tuska - Hor1zon

Winnicki: 51 proc. na kontynuację rządów Tuska - Hor1zon

Kanclerz Bismarck twierdził, że ludzie nie powinni wiedzieć o dwóch rzeczach – tym jak się robi kiełbasę i tym jak się robi politykę. Postanowiliśmy się jednak nie przejmować tą sugestią i zaplanowaliśmy rozmowę z praktykiem politycznym, który całkiem niedawno przesunął się na pozycje obserwatora i komentatora. Robert Winnicki, współtwórca Konfederacji, to człowiek który może dziś opowiedzieć o polskiej scenie politycznej w sposób niebanalny. Może jeśli zechce – a my postanowiliśmy go do tego nakłonić.

- Patrzę na świat z perspektywy wielkich rewolucji. Neolitycznej, przemysłowej i tego co dzieje się teraz. Obecna zmiana, szczególnie w sferze komunikacji całkowicie zmienia życie ludzi. Przestajemy być relacyjni, coraz rzadziej spędzamy czas z innymi ludźmi. Oni przestają być atrakcyjni, bo informacje, wiedzę i rozrywkę czerpiemy z zewnątrz a nie od nich bezpośrednio. To pewien paradoks – nasi przodkowie częściej byli twórcami niż my. My stajemy się biernymi konsumentami idei i kultury. To wszystko ma również odzwierciedlenie w polityce – mówi nam Winnicki.

- Podział na prawicę i lewicę z czasów rewolucji francuskiej jest dziś już nieaktualny. Mamy raczej podział na stare i nowe elity. To co je wyróżnia to sposób komunikacji. Nowe nie potrzebują już mediów – rozmawiają z wyborcami bezpośrednio. To wszystko zmieniło – mówi Winnicki zamawiając słabą, czarną kawę. To kawa symboliczna wskazująca, na życiową zmianę jakiej dokonał - z dala od politycznego pędu.

Pytamy naszego rozmówcę, czy to dlatego Tusk nie chodzi na wywiady i komunikuje się przez media społecznościowe?

- Właśnie dlatego. Media przestają być potrzebne. Podczas wyborów prezydenckich chwalono prowadzącego debatę Jacka Prusinowskiego za to, że był niemal niewidoczny. Znak czasów.

Polittechnologia zabija demokrację

- Rewolucja informacyjna wpływa na wszystko i na każdym poziomie. Dajmy na to demokrację. Uważam, że to właśnie zmiany w komunikacji osłabiły systemy demokratyczne i wzmocniły ustroje autorytarne nastawione na technologię.

Na naszą uwagę, że podobnie argumentuje Jacek Dukaj – Winnicki kiwa głową z aprobatą. Widać, że ma teraz dużo czasu na lekturę i przemyślenia.

- Pierwszym takim momentem była afera Cambridge Analytica. Wtedy zrozumiałem, że dysponując odpowiednią analityką i stosując profilowanie można wpływać skutecznie na wyniki wyborcze. A przecież rozwój technologiczny wciąż postępuje. Dzisiejsze narzędzia są jeszcze lepsze. Dlatego uważam, że demokracja liberalna skończyła się w Polsce w 2015 r.

Pytamy więc, która siła polityczna jest najlepsza w „modelowanie demokracji”.

- Ta, która rządzi – śmieje się Winnicki.

- To o czym mówię wpływa na całą politykę. Również politycznych „kucharzy”. W Rosji mówi się o polittechnologach. Ja uważam, że Rosja nie ma monopolu na polittechnologów. Oni są i w świecie zachodnim.

Prosimy Winnickiego o wymienienie szczególnie istotnego zdając sobie sprawę z tego, że polski Wladislaw Surkow po prostu nie istnieje.

- Jacek Kurski. Tak, w pewnym sensie takim człowiekiem jest Jacek Kurski, a TVP było jego polem doświadczalnym.

Polityczna śmierć Kaczyńskiego i Tuska są przesadzone

Rewolucja komunikacyjna wpływa na całą politykę – musi więc wpływać także na Donalda Tuska i Jarosława Kaczyńskiego. Dyskutujemy z Winnickim o tym, że komentatorzy różnej maści regularnie wieszczą ich „polityczną śmierć”. O Tusku mówiono tak przecież jeszcze w ubiegłe lato, o Kaczyńskim mówi się właśnie teraz sugerując, że nie kontroluje sporów partyjnych pomiędzy maślarzami i harcerzami.

- Obydwaj są w dobrej formie – informacje o ich „politycznej śmierci” są przesadzone. Jednak rewolucja informacyjna oczywiście ich dotknęła. Np. Kaczyński kiedyś mógł się dogadywać na monopol przekazu z ojcem Tadeuszem Rydzykiem. Dzisiaj z setkami YouTuberów tak się już raczej nie da. To dużo trudniejsze. Tusk -jak już wspominałem- zauważył słabnięcie tradycyjnych mediów i sięga po X. Obydwaj stosują też taktykę rzadszych, obszernych wypowiedzi, co dodatkowo skupia na nich uwagę – konkluduje Winnicki.

W dalszym ciągu drążymy temat polityki i dwóch najbardziej wpływowych polityków w Polsce. Zaczynamy się zastanawiać czy ważniejsza jest dziś tożsamość czy politechnologia? Z jednej strony w siłę rosną partie tożsamościowe o silnym profilu ideowym – z drugiej strony polittechnologia wymusza elastyczność i dużą rozpiętość światopoglądową. Pytamy Winnickiego czy widzi w tym sprzeczność?

- To zależy od etapu politycznej działalności. Mała skala – to duża radykalność. Wielka skala wymaga natomiast elastyczności. To skomplikowane. Trzeba dbać o balans. Tuskowi się to udaje – stąd zmiana narracji dotyczącej granicy, uchodźców. Gorzej radził sobie Trzaskowski w kampanii prezydenckiej. Nie potrafił tego skleić w całość – Winnicki zamyśla się. Siedzi sztywno, nie gestykuluje. Mowa ciała zdradza konserwatystę.

A jak będzie to sklejać Konfederacja jeśli będzie rosła? Czy pójdzie w stronę mainstreamu? Czy relacje Krzysztofa Bosaka i Sławomira Mentzena są pochodną tych procesów? Patrzymy na Winnickiego zadając pytania, a on odwzajemnia spojrzenie. Widać w nim spokój - spodziewał się tych pytań.

- Oni są jak bliźnięta syjamskie. Jeśli by je rozdzielić – to osobno nie przeżyją. W Konfederacji wszystko jest poukładane. Listy wyborcze na przykład. Konstrukcja Konfederacji w tej formie pozwala jej rosnąć. Jest część narodowa – jest też wolnościowa.

Przypominamy, że Donald Tusk mówi, że prawica to obecnie trzy Konfederacje.

- Rzeczywiście to trafna obserwacja. Prawica ma te same postulaty. Reszta to niuanse. Teatr, czyli różnicowanie jedynie tego jak komunikujemy problemy. Prawica to samo mówi o migracji i reszcie ważnych społecznie tematów. W tym też sensie prezydent Karol Nawrocki również jest „konfederacki”. W ogóle ideowo cała prawica przesuwa się w stronę alt rightu. Centroprawica umiera, albo jakbyśmy powiedzieli przepoczwarza się. Po ostatnich korektach kursu Donalda Tuska można by przecież powiedzieć, że Koalicja Obywatelska w warunkach europejskich do chadecja…

Pytamy Winnickiego o obecną prezydenturę. Czy jej styl to efekt braku większości rządu do odrzucania weta głowy państwa? A może charakteru Nawrockiego? Odpowiada salomonowo:

- Po trochu obie kwestie. Ale przede wszystkim on lubi spór. Takim jest człowiekiem. A lider musi się bić. Wchodzić w spór lubią Tusk, Kaczyński. Nawrocki podobnie. Proszę zauważyć, że również Morawiecki się bije i dlatego jest w grze. Z drugiej strony to dlatego Kosiniak – Kamysz jest politycznie „wiecznym suportterem”.

Mniej ludzi więcej automatyzacji

Uczepiamy się kwestii migracji, o której Winnicki mówi jako o integratorze ideologicznym prawicy. A skoro o migracji to również o obywatelstwie. Jak nasz rozmówca wyobraża sobie te zjawiska? Czy wpisuje się w znane klisze?

- Cóż, zacząłbym od tego, że przyjmować należy zawsze mniejszą ilość ludzi niż potrzebuje gospodarka. Tylko w ten sposób zainicjujemy jej automatyzację – Winnicki mruży oczy.

- Należy bezwzględnie wymuszać znajomość języka polskiego i marginalizować języki ojczyste migrantów. Trzeba przyjąć zasadę znaną z krajów Zatoki. Możesz mieszkać w Polsce tylko jeśli pracujesz. Nie pracujesz – musisz wyjechać. W końcu należy maksymalnie utrudniać migrantom otrzymywanie obywatelstwa i praw politycznych. Obecne prawo jest zbyt liberalne.

- To trzeba robić z głową. Na razie można powiedzieć jednoznacznie o polskiej polityce migracyjnej tylko to, że rządy PiS-u zmieniły strukturę etniczną Polski – konkluduje Winnicki.

Obydwaj są w dobrej formie [Kaczyński i Tusk - przyp. red.] – informacje o ich „politycznej śmierci” są przesadzone. Jednak rewolucja informacyjna oczywiście ich dotknęła.

Polska po wyborach parlamentarnych

Zbliża się koniec naszej rozmowy – pytamy więc Winnickiego o prognozę wyborczą. Kto wygra wybory parlamentarne?

- Dziś daję 51 proc. na kontynuację rządów Tuska. Generalnie czeka nas czas chaosu. Wykuwania się nowego układu. Rozdrobnienia, bo każdy będzie szukał większości. Tusk jest trochę w sytuacji Morawieckiego. Może wygrać wybory, ale co z koalicjantami? Czy wystarczy szabel? Z drugiej strony PiS konsekwentnie mówi, że rządzić z Braunem nie będzie, więc większość prawicy pozostaje zapisem arytmetycznym na kartce papieru. Obstawiałbym, że przyszły rząd będzie mniejszościowy. Zostanie poparty w Sejmie, ale będzie rządzić jako mniejszościowy.

Patrzymy na Winnickiego i dopytujemy o prezydenta Nawrockiego. A jeśli powierzy sformowanie rządu liderowi partii prawicowej nawet jeśli najlepszy wynik osiągnie Koalicja Obywatelska.

- To pewnik. Dobre obyczaje już były.

Dziś daję 51 proc. na kontynuację rządów Tuska. Generalnie czeka nas czas chaosu. Wykuwania się nowego układu.

Brakuje nam czasu. Czujemy, że ta rozmowa powinna trwać kilka godzin. Postanawiamy zatoczyć koło – wrócić do rewolucji informacyjnej i polittechnologii. Sugerujemy, że w ostatnich latach polską polityką rządziły wielkie opowieści polityczne. Np. IV Rzeczpospolita. Mamy jednak wrażenie, że obecnie żadna z sił parlamentarnych taką nie dysponuje. Winnicki ożywia się:

- Cieszę się, że nie muszę już takich wymyślać. Gdybym jednak musiał nazwałbym własną opowieść „asertywną modernizacją”. Polska musi być sprawcza. Państwo musi nadawać kierunek. Inicjować innowacje.

Wchodzimy Winnickiemu w słowo sugerując, że nasz kraj wydaje nominalnie bardzo mało pieniędzy na naukę, a instytucje które mają je pobudzać już istnieją. Jako przykład podajemy IDEAS i prof. Piotra Sankowskiego. Dodajemy, że jeśli narody mają „ducha” jak twierdził Lelewel to naszym jest decentralizacja.

Winnicki kiwa głową. Nic nie mówi. Nie musi – łączy nas wspólny kod kulturowy.