Wspólna lista ratunkiem dla Tuska? Sondaże - Hor1zon

Najnowsze sondaże dają koalicji rządzącej nadzieję na większość, ale tylko wówczas, gdy tworzące ją partie połączą siły. Przy osobnym starcie PSL i Polska 2050 wypadają z Sejmu.
Dwa październikowe sondaże przedwyborcze różnią się poziomem poparcia dla poszczególnych partii, lecz pokazują ten sam mechanizm. KO może wygrać wybory parlamentarne, ale niekoniecznie zbudować większość. Wszystko zależy od tego, czy głosy oddane na jej mniejszych partnerów przełożą się na mandaty, czy przepadną pod progiem.
Kto zgarnia mandaty?
Stan gry: KO może wygrać wybory, ale równie dobrze stracić władzę. W obu październikowych badaniach samodzielny start wszystkich ugrupowań zostawia PSL i Polskę 2050 pod progiem. W sondażu United Surveys by IBRiS poza Sejmem znalazłaby się również partia Razem, a KO i Lewica zebrałyby łącznie 217 mandatów. Po prawej stronie byłoby ich 243.
Badanie OGB rysuje podobny mechanizm, choć wychodzi od innych poziomów poparcia. KO i Nowa Lewica zdobywają w nim razem 215 miejsc, podczas gdy PiS, Konfederacja i Konfederacja Korony Polskiej mają 245. Blisko co dziesiąty głos pada tam na mniejsze komitety, które nie wprowadzają ani jednego posła.
Dlaczego to ważne: Progi wyborcze eliminują słabsze listy, a metoda D’Hondta rozdziela mandaty osobno w 41 okręgach, pomagając dużym komitetom. Ponadto sam podział mandatów między okręgi nie nadąża za zmianami liczby ludności. Reforma, która miała umożliwić jego regularną aktualizację przez PKW, została jednak zawetowana przez prezydenta Karola Nawrockiego.
Jedna lista robi różnicę
United Surveys daje wspólnej liście KO, Lewicy, PSL i Polski 2050 poparcie 39,4 proc. i 228 mandatów. To o 11 miejsc więcej niż przy osobnym starcie KO i Lewicy, ale wciąż trzy poniżej większości. Prawica miałaby 232 mandaty – o cztery więcej, przy czym typowy błąd zastosowanego modelu to 3–5 mandatów. Taka symulacja nie przesądza zatem, która strona mogłaby potencjalnie utworzyć rząd.
OGB daje wspólnej liście 44,33 proc. poparcia i dokładnie 231 miejsc, czyli najmniejszą możliwą większość. Choć wyniki obu badań są różne, wniosek jest podobny: mimo że jedna lista nie zapewnia koalicji zwycięstwa, pozwala wierzyć w kontynuację rządów.
Dwie listy a pełne rozdrobnienie
OGB sprawdziło także wariant pośredni. KO, PSL i Polska 2050 wystawiają w nim jedną listę, a Nowa Lewica i Razem drugą. Pierwszy blok zdobywa 204 mandaty, lewicowy 27. Łącznie daje im to 231 miejsc, czyli również minimalną większość.
Taki scenariusz pozwala zachować osobną ofertę lewicy i zmobilizować wyborców stroniących od mariażu z KO. Jednocześnie zwiększa ryzyko: słabszy wynik jednego z komitetów może pociągnąć w dół całą koalicję.
Wspólny wniosek: podobny wynik obecnie rządzącym mogą dać zarówno wspólny start, jak i dwie listy. Mniejsze szanse na utrzymanie władzy daje wariant, w którym każda partia startuje samodzielnie, a część głosów przepada pod progiem. Media donoszą, że ostatnie badania mogą być mocnym argumentem w rozmowach Donalda Tuska z koalicjantami. Wybory odbędą się za niecały rok.
Z innej strony: Układ list po stronie rządzącej naturalnie wpływa na wynik prawicy, jednak niezależnie od wariantu poszczególne ugrupowania i tak musiałyby się dogadać, aby przejąć władzę. Obie Konfederacje i ewentualna formacja Mateusza Morawieckiego musiałyby po wyborach uzgodnić wspólny program oraz podział władzy, co w najbliższej przyszłości do negocjacji zmobilizuje również obecną opozycję. Z tej perspektywy ciekawa wydaje się inicjatywa paktu senackiego pod auspicjami prezydenta. Rozmowy w tej sprawie prowadzi Paweł Szefernaker, ale jak słychać – nie wszyscy chcą się zgodzić na współpracę z Grzegorzem Braunem. Do rozmów ze środowiskiem prezydenta został upoważniony z ramienia Konfederacji Korony Polskiej Włodzimierz Skalik.