Czy nadchodzi kryzys konsumencki w Europie? - Hor1zon

Czy nadchodzi kryzys konsumencki w Europie? - Hor1zon

Według najnowszych danych Eurostatu po kilku kwartałach poprawy przeciętny europejski konsument przestaje wspomagać swoimi zakupami gospodarkę. Jego dochody nominalne rosną, ale realna wartość wydatków spada. Tymczasem zwiększająca się konsumpcja miała rekompensować słabość przemysłu i eksportu. Warto zaznaczyć, że Polska jeszcze opiera się temu trendowi.

W pierwszym kwartale 2026 roku dochody gospodarstw domowych w UE wzrosły o 0,9 proc. Problem w tym, że ceny nadal rosły, więc Europejczycy niewiele na tym zyskali. Wydali o 0,6 proc. więcej, ale mogli sobie za te pieniądze pozwolić na mniej niż wcześniej. Wyższe rachunki nie oznaczały więc większej konsumpcji – życie po prostu stało się droższe.

Dlaczego to ważne

Nie jest to jeszcze kryzys konsumencki, ale ważny sygnał, bo spadek pojawił się po trzech kolejnych kwartałach wzrostu konsumpcji. Europejczycy nie tyle przestali sięgać do portfeli, ile za te same pieniądze otrzymywali mniej towarów i usług.

To scenariusz odmienny od tego, na który liczyli ekonomiści. Rosnące wynagrodzenia i poprawa sytuacji dochodowej miały pobudzić popyt, a tym samym częściowo zrekompensować gospodarce słaby przemysł, niemrawy eksport i ograniczoną aktywność inwestycyjną.

Podwyżki nie dają jednak Europejczykom tyle swobody, ile można byłoby oczekiwać. Część dodatkowych pieniędzy zabierają podatki i składki, część zjadają wyższe ceny, a reszta coraz częściej zasila budżet na czarną godzinę. Według Eurostatu stopa oszczędności gospodarstw domowych w UE wzrosła bowiem z 13,9 do 14,1 proc.

Samo odkładanie pieniędzy nie jest zjawiskiem negatywnym – problem pojawia się wtedy, gdy dochody rosną, ale nie przekładają się ani na wyraźnie większą konsumpcję, ani na mocniejsze inwestycje. W ten sposób europejska gospodarka traci jeden z niewielu silników, na których mogłaby dziś oprzeć wzrost.

Polska trzyma się lepiej, Rumunia sięga po oszczędności

W Polsce dochody gospodarstw domowych wzrosły o 0,6 proc., a wydatki i inwestycje o 0,8 proc. Dla porównania w całej UE inwestycje gospodarstw spadły w tym samym czasie o 0,5 proc. Polski popyt pozostaje więc mocniejszy niż unijna średnia, choć nie wiadomo, ile z tego wzrostu oznacza rzeczywiście większe zakupy, a ile jest skutkiem rosnących cen.

Nasze wydatki rosną na razie tylko nieznacznie szybciej niż dochody, ale przykład Rumunii pokazuje, co dzieje się, gdy ten rozdźwięk gwałtownie się powiększa. Dochody Rumunów spadły aż o 8,1 proc., podczas gdy konsumpcja zmniejszyła się tylko o 0,5 proc. Wydawali więc niemal tyle samo, choć mieli do dyspozycji znacznie mniej pieniędzy. Jednocześnie inwestycje wzrosły o 11,2 proc., a stopa oszczędności spadła o 5,3 pkt proc., co oznacza sięganie po odkładane wcześniej pieniądze.

Co dalej

Z danych wynika, że europejskie gospodarstwa domowe nadal przeznaczają na konsumpcję mniejszą część dochodów niż przed pandemią. Według ING w pierwszym kwartale 2026 roku mieszkańcy strefy euro wydawali 85,74 euro z każdych 100 euro dochodu. W latach 2015–2019 było to przeciętnie 87,50 euro. Choć w ujęciu jednostkowym to niecałe 2 euro różnicy, w skali całej gospodarki oznacza ona miliardy euro, które nie trafiają do sklepów, restauracji czy punktów usługowych. To właśnie na te pieniądze liczyła europejska gospodarka. Wzrost wynagrodzeń i spadek inflacji miały skłonić gospodarstwa do większych wydatków. Zamiast tego konsumenci nadal gromadzą oszczędności i zachowują ostrożność.

Komisja Europejska przewiduje, że w 2026 roku konsumpcja prywatna w UE wzrośnie o 1,1 proc., a eksport o 0,9 proc. Europa może więc wejść w kolejny rok bez wyraźnego źródła przyspieszenia.