Art. 5 NATO a atak Rosji. Co zrobią sojusznicy? - Hor1zon

Rosyjski atak na państwo NATO nie oznacza automatycznie, że wszystkie armie Sojuszu ruszą do walki. Art. 5 tworzy obowiązek udzielenia pomocy, ale sposób reakcji pozostawia poszczególnym rządom. Właśnie dlatego polityczne deklaracje przywódców są dziś niemal równie ważne jak sam zapis traktatu. Sprawdziliśmy, co na ten temat mówili liderzy polityczni w ostatnim czasie.
Dlaczego to ważne: NATO celowo nie wyznacza publicznie granicy, po której przekroczeniu art. 5 zostałby uruchomiony. Sekretarz generalny Paktu Północnoatlantyckiego Mark Rutte tłumaczy, że taka niejednoznaczność ma utrudnić przeciwnikowi zaplanowanie działań „tuż poniżej” progu wojny. Sojusz może też reagować asymetrycznie - politycznie, gospodarczo, cybernetycznie lub wojskowo - a część opcji ma pozostać niejawna.
Ważny fakt: Art. 5 NATO został użyty tylko raz - po zamachach terrorystycznych w Stanach Zjednoczonych 11 września 2001 roku.
Art. 5 NATO - stanowisko premierów i prezydentów
Co wiemy o USA: Donald Trump podczas szczytu NATO w Hadze w ubiegłym roku zapewniał, że Stany Zjednoczone są z sojusznikami „do końca” i że NATO pozostanie silne. Wcześniej mówił jednak, że art. 5 może być interpretowany na różne sposoby. Ta różnica tonu pokazuje, że w praktyce znaczenie klauzuli zależy nie tylko od traktatu, lecz także od politycznych decyzji podejmowanych w chwili kryzysu.
Europa ma własny mechanizm: Emmanuel Macron wskazuje na art. 42.7 Traktatu o Unii Europejskiej, który zobowiązuje państwa UE do pomocy zaatakowanemu członkowi. Francuski prezydent ocenił tę klauzulę jako bardziej jednoznaczną niż art. 5 NATO i podkreślał, że nie pozostawia ona państwom opcji uchylenia się od solidarności. Takie stanowisko nie powinno dziwić. Francuzi tradycyjnie współzawodniczą z Amerykanami i z chęcią zbudowaliby własny system bezpieczeństwa z pominięciem „wielkiego brata” zza oceanu.
Na wschodniej flance deklaracje są konkretne: czeski premier Andrej Babiš zapowiedział w tym tygodniu, że w razie ataku na Polskę Czechy udzielą jej pomocy w ramach art. 5.
Polska z kolei sygnalizuje gotowość do wsparcia państw bałtyckich. Władysław Kosiniak-Kamysz powiedział w ostatnich dniach, że w razie rosyjskiego ataku na Litwę, Łotwę lub Estonię Warszawa zabiegałaby o uruchomienie art. 5. Polska przygotowuje się także do ewentualnej pomocy przy ewakuacji ludności cywilnej z Litwy.
Ale nie wszyscy mówią tym samym językiem: premier Słowacji Robert Fico zadeklarował w tym tygodniu, że chce wypełniać zobowiązania sojusznicze, lecz jednocześnie podkreśla, że zrobi wszystko, by jego kraj nie został wciągnięty do konfliktu zbrojnego „z powodu jakiegoś art. 5”. Jego słowa wywołały krytykę w kraju i za granicą, m.in. ze strony prezydenta Czech Petra Pavla, który przypomniał, że członkostwo w NATO opiera się na solidarności.
Szczyt NATO w Ankarze
Sedno: art. 5 nie jest automatycznym przyciskiem uruchamiającym jedną, z góry ustaloną odpowiedź. Najpierw sojusznicy muszą wspólnie uznać, że doszło do sytuacji objętej klauzulą, a potem każde państwo wybiera formę pomocy, jaką uzna za konieczną. Może to oznaczać użycie siły zbrojnej, ale nie musi.
Co dalej: w przypadku rosyjskiej prowokacji najważniejsze będą trzy rzeczy: czy sojusznicy zgodnie uznają ją za atak, jak szybko osiągną polityczny konsensus i jakie środki wybiorą poszczególne stolice. Warto podkreślić, że deklaracja z tegorocznego szczytu NATO w Ankarze zawiera sześć punktów. W pierwszym potwierdzono „niezachwiane zaangażowanie na rzecz zbiorowej obrony zgodnie z art. 5 Traktatu Waszyngtońskiego”.